
Jest takie miejsce na ziemi, tu blisko. Jak kwiat paproci - zobaczyć je można tylko raz w roku: właśnie w maju.
Związane jest z Zamkiem Kórnickim, a ściślej z otaczającym go parkiem - Arboretum. Park jest ogromny, zadbany, atrakcyjny. Szczególnie majową porą. Na początku miesiąca rozkwitają tu wszystkie chyba możliwe gatunki magnolii - od śnieżnobiałych, przez bladoróżowe po purpurowe, o płatkach długich i wąskich, albo szerokich i zaokrąglonych... W pierwszy weekend maja, w Święto Magnolii, przyjeżdżają oglądać je tłumy.
Później rozpoczyna się pora kwitnienia azalii i rododendronów. Te zebrane są w jednym miejscu, niektóre naprawdę ogromnych rozmiarów - bardziej drzewa już niż krzewy. Pamiętam, gdy pierwszy raz stanęłam przed ta kwitnącą ścianą, stanęły mi nagle przed oczyma indyjskie tkaniny - te sari w jasnym oranżu, te bezceremonialnie sąsiadujące z sobą purpury, pomarańcze, fiolety, wiśnie, żółcie na hinduskich sukienkach... Nagle zdałam sobie sprawę, że to nic innego jak kolory tamtego świata, zwyczajnie i po prostu. Niby oczywiste...
Ale - nie o tym miało być. To "wersja oficjalna" - w Arboretum jak dla mnie w te weekendy zbyt duże tłumy; hałas, kiełbaski i frytki przed wejściem... Nie przepadam za tą atmosferą.
Jest jednak w Kórniku miejsce tajemne, na co dzień zamknięte przed śmiertelnikami. Otwiera swe podwoje tylko w dwa weekendy maja. Nazywa się potocznie "Zwierzyńcem" - to Las Doświadczalny Instytutu Dendrologii PAN. Las niezwykły. 
Kiedy więc w trzecią niedzielę maja owe tłumy ciągną do przyzamkowego Arboretum, położonego w samym sercu miasteczka, ja, zaraz po wjeździe do Kórnika skręcam w prawo, w drogę do Mosiny. Po chwili zjeżdżam z niej w lewo, w las, a po kilkuset metrach jestem już przy domku nadleśnictwa, gdzie zostawiam samochód, by dalej, pieszo, dojść do drewnianej bramy. Najpierw jest zalana słońcem łąka, potem - cuda. Stareńkie wielkie świerki niespotykanych odmian, zwieszają swe gałęzie kładąc je na ziemi - dzieci uwielbiają wciskać się pod nie, bo pod nimi powstają szałasy, w których jest niemal zupełnie ciemno, pachnąco i bardzo tajemniczo. Jasnozielone modrzewie, malowniczo powyginane sosny, dęby - nie potrafię wymienić wszystkich gatunków drzew, głownie iglastych, które tam rosną. Pomiędzy nimi wiją się jakby od niechcenia uklepane, lekko nieuczesane ścieżki, czasami znajdzie się jakaś ciężka, wyciosana z dębowego drewna ławka. A przy ścieżkach, rozrzucone między drzewami, jakby wyrosły tu przypadkiem - dziesiątki, setki różaneczników i azalii. Białe. Bladoróżowe. Różowe. Ciemnoróżowe. Purpurowe. Wiśniowe. Ciemnobordowe. Jasnofioletowe. Ciemnofioletowe. Cytrynowe. Żółte. Ciemnożółte. Pomarańczowe. Ceglaste. Czerwone. Stworzono im tu klimat taki, jak w ich azjatyckim domu, a one pokazują, jak bardzo potrafią być za to wdzięczne. Wielkie, mieniące się w słońcu ferią barw poduchy, oddające wilgotnemu powietrzu swój słodki zapach.
Kilka lat temu, gdy Julek jeździł jeszcze w spacerowym wózku, wraz z Jasiem, moim bratem, jego żoną i ich kilkuletnią córką spędzaliśmy tam popołudnie. Snuliśmy się miedzy drzewami, wózek toczył się wolno, pachniało mocno. Schodzące coraz niżej słoneczko tańczyło na liściach, ptaszki śpiewały, a nam nawet nie chciało się gadać... Sielanka i błogie lenistwo. W pewnej chwili usłyszałam cichy, ale intrygujący dźwięk. Brzęknięcie, szelest. Rozejrzałam się i zobaczyłam, jak ze wszystkich stron miedzy krzewami wysuwają się i unoszą w górę, niemal bezgłośnie, metalowe główki zraszaczy, by po sekundzie zacząć się obracać, wyrzucając z siebie srebrne strużki wody. Wstrzymałam oddech i przez moment poczułam się jakby mnie ktoś przeniósł w jakąś inną rzeczywistość, bardziej filmową niż realną.
Potem zdaliśmy sobie sprawę, że wszyscy dawno już sobie poszli, drewniana brama jest zamknięta... Ale było tak pięknie, że nie byliśmy w stanie się tym przejąć. Łąka przed wejściem wciąż była zalana słońcem, dzieci piszczały z uciechy próbując przegonić strumienie wody, my siedzieliśmy oparci o tę bramę zastanawiając się od nieśpiesznie kto wdrapie się na nią pierwszy, a kto komu poda wózek... Niepotrzebne zresztą, bo wkrótce zjawił się brodaty pan z pękiem kluczy, zwabiony śmiechem dzieci. Też nieźle rozbawiony zresztą...
Niezbyt często zastanawiam się jak wygląda Niebo czy Raj. Wtedy o tym pomyślałam. Może raj to pamięć wyłącznie takich chwil, miejsc, zdarzeń, ludzi? Pewnie każdy ma swój własny. Mój jest m.in. tam i wtedy.
A dziś Was do niego zapraszam - jutro ostatnia w tym roku okazja! Jeśli i mnie uda się tam dojechać - przywiozę zdjęcia, choć wiem, że one nie są w stanie oddać urody tego azaliowego lasu. Fotki w poście ze strony Dni Azalii i Różaneczników w Arboretum Kórnickim
piątek, 22 maj 2009
Przyjdź zobaczyć raj...
wtorek, 19 maj 2009
Cała jestem w maku :)

Miały być szybkie zdjęcia nowego znaleziska do mojego sklepiku - czyli białego wazonu. I fotki wazonu rzeczywiście były szybkie, ale potem oczywiście mnie poniosło, no bo te maki piękne takie... Ogromnie lubię bukiety polne, choć one takie nietrwałe. A może dlatego właśnie - że ich uroda taka ulotna? No i taką mają w sobie delikatność...



niedziela, 17 maj 2009
Śniadanie pod włoska banderą

Kilka lat temu, w ramach ogródkowych eksperymentów, odkryłam rukolę. Te niepozorne, wąskie, zielone listki, o intensywnym zapachu i dziwnym, lekko ostrym smaku, samodzielnie są trudne do przełknięcia, przynajmniej dla mnie. Ale dodane do sałaty, sosów salsa verde lub pesto, które namiętnie przyrządzam lub po prostu: posiekane wrzucone na kanapkę z żółtym serem - pycha!!!
Kiedyś podobno rukola była uprawiana w Polsce, potem poszła w zapomnienie. Teraz można ją kupić, dość rachityczną, z hodowli szklarniowych, w doniczkach, w dużych supermarketach. Kosztuje, jak wszystkie te ziółka, strasznie dużo - w tym przypadku zupełnie nie wiedzieć dlaczego. Bo rukola rośnie na byle jakiej glebie w tempie sprinterskim - po dwóch tygodniach od wysiania można, a nawet trzeba zacząć ją zbierać - bo chwilę później zakwita (co prawda wtedy bez problemu wysiewa się sama, ale już niekoniecznie tam, gdzie byśmy ją chcieli). Trochę trzeba się nachodzić, żeby kupić jej nasiona - na stojakach z nasionami w supermarketach jakoś jej nie ma, choć pełno tam nasion ziół, które samemu wyhodować nie sposób. Bywa za to w wyspecjalizowanych sklepach ogrodniczych, także w internecie.
Bogata w witaminę C i sole mineralne, od pierwszego spotkania towarzyszy mi nieprzerwanie przez całą wiosnę, lato i początek jesieni.
Moja ulubiona, szybka wersja śniadaniowa to twarożek w kolorach włoskiej flagi:
twaróg ze śmietanką (taki gruby, niemielony, może być też twarożek wiejski), pokrojony w kostkę pomidor i pokrojona rukola w ilości dużej. Palce lizać!
Naprawdę polecam - jedzcie rukolę każdego dnia :)
P.S. Można wysiewać ją też w skrzynkach balkonowych. Smacznego:)
niedziela, 10 maj 2009
Ptaszki zrobione na szaro

Zaintrygowana tym, jak można z banalnych słojów zrobić inne niż wszystkie, głównie za sprawą niczym nie skrępowanej wyobraźni Ity i jej żeliwnych elementów, skomponowałam sobie nowe pojemniczki. Wolałabym słoje zaokrąglone, ale dostępne póki co były tylko te proste. Na ich metalowych wieczkach przysiadły ptaszki, bo do ptaszków mam słabość. Ptaszki ceramiczne, całość oczywiście szara :)



piątek, 24 kwiecień 2009
Mam pytanie pilne!
Dziewczyny, mam pytanie, a nawet dwa:
jak mam listę blogów, które odwiedzam - tych z miniaturkami i tytułami najnowszych postów - to przy niektórych ta miniaturka mi się nie wyświetla, tylko sam tytuł. Od czego to zależy?
I drugie - gdzie się ustawia wyświetlanie etykiet, cholerka, nie mogę tego znaleźć teraz!
Będę Wam zobowiązana za pomoc!
środa, 22 kwiecień 2009
W gronie przyjaciół :)
Bardzo dziękuję martar, autorce bardzo ciekawego bloga My new home za wyróżnienie - niespodziewane i przemiłe! 
Ono mnie zobowiązuje do przekazania dalej, ośmiu osobom, ale szczerze mówiąc zawsze mam z tym kłopot - cóż, piekło wyboru, bo blogów, które uwielbiam, jest mnóstwo. Ale spróbuję i nie będę wyszukiwać na siłę tych, którzy jeszcze go nie dostali. Serca wędrują do:
Jadody z Chaty Magody
Ity z Jagodowego zagajnika
Olli z Modern spotyka vintage
Llooki z Marzę więc jestem
Elisse z Utkane z marzeń
Alizee z i jej Domu
Li. z B&W
Dagmary z Villa Vintage
Joasi z Green Canoe
An z Chatki w różanym ogrodzie
Anne z Home sweet home
Kasi - Bogaczki
no i wyszło więcej, i mogłabym tak jeszcze długo, długo...
Dziękuję Wam wszystkim, że mogę Was odwiedzać :)
Prośba o pomoc

Mam do Was - Czytelniczek (i Czytelników) tego bloga - prośbę o uruchomienie poczty pantoflowej.
Władze Poznania, łamiąc ustawę, odebrały rodzicom prawo decydowania, gdzie ich 6-letnie dzieci będą się uczyły - w przedszkolu czy już szkole. Stan przygotowań w szkołach jest katastrofalny - wbrew temu, co twierdzi Wydział Oświaty UM. Rodzice w poznaniu się nie poddają. Po nas będą następne miasta - mamy już takie sygnały. Wszystkich zainteresowanych odsyłam na blog Ratuj Maluchy w Poznaniu, która jest stroną kontaktową dla poznańskich rodziców. Wszystkich czytających te słowa proszę o rozesłanie informacji pocztą pantoflową do znanych im Poznaniaków, o linkowanie jej, pozostawianie adresu na forach internetowych, szczególnie tych dla rodziców.
wtorek, 21 kwiecień 2009
Tulipany umierają stojąc...

Przynajmniej tak umarły moje wielkanocne. Zamiast rozwinąć się do końca i zrzucić płatki - zastygły w wazonie zachwycając mnie kolorami, fakturami, formą. Nie mogłam się oprzeć i napstrykałam mnóstwo fotek - w sztucznym świetle, tak jak stały - pod lampą wiszącą nad stołem. Strasznie mi się podobają właśnie takie - płomienne, malarskie, energetyczne. To Was teraz zatulipanuję :)






Miłego, barwnego, pełnego dobrej energii dnia Wam życzę :)
niedziela, 19 kwiecień 2009
W tym sęk :
piątek, 17 kwiecień 2009
Drobiazgowe zdjęcia

Robiąc zdjęcia flakoników do galerii, które niedawno wpadły mi w ręce, wygrzebałam z kątów klika drobiazgów w podobnym klimacie. Są u mnie już tak długo, że nawet nie wiem dokładnie, skąd przybyły. Buteleczka z mosiężną zakrętką chyba znaleziona przez któreś dzieci na jakimś spacerze i - oczywiście- natychmiast przechwycona przeze mnie. Modlitewnik - może w spadku po którejś z rozlicznych swego czasu cioć... Ale pudełeczko po pudrze?
Lubię te drobiazgi, więc je sfotografowałam. A skoro sfotografowałam, to pokazuję...


czwartek, 16 kwiecień 2009
Wyszperane, wyżebrane... cz.1

Od dwóch dni jestem właścicielką drzwi, jak dla mnie niezwykłych drzwi. Ja w ogóle do drzwi mam wyjątkową słabość i nie ma takich, obok których przeszłabym obojętnie (no, trochę przesadzam, oczywiście, ale faktem jest, że szczególną zwracam na nie uwagę). Lubię drzwi ciężkie, wiadomo - drewniane - z widoczna rzeźbą, najchętniej surowe. Oj, z niejednych drzwi już farbę olejną zdarłam....
Te wypatrzyłam z kilkunastu metrów przechodząc codziennie obok posesji, na której trwała od jesieni rozbiórka starego domu. Taka rozbiórka, wiadomo, fascynująca rzecz, prawda? Oczy same biegają... A one leżały sobie na deszczu i mrozie. A że posesja przez zimę była zamknięta, więc tylko wzdychałam do nich, martwiąc się, co z nich zostanie po tej długiej zimie. I przedwczoraj wreszcie się ktoś tam pojawił... Za 20 zł drzwi są moje i jeszcze dostałam obietnicę przycięcia brakujących szybek :)

Są piękne, prawda? Mocne, grube, lite. W bardzo dobrym stanie, nawet warstwa farby nie jest gruba, więc obejdzie się bez opalarki - a to znaczy, że drewno zostanie nienaruszone i nie będę ich malować - nawet na biało :). Nie wiem jeszcze, co z nich zrobię, może przepierzenie jakieś, parawan... Otwarta też na pomysły i inspiracje jestem, może macie w zanadrzu fotki jakieś z ciekawych stron, z drzwiami, które stały się czymś innym?
A przy okazji drzwi dostało mi się też w prezencie wielkie lustro w prostej, masywnej ramie. Tafla od spodu zniszczona, może kiedyś ją wymienię, a na razie, po zabezpieczeniu ramy, zawiśnie chyba na zewnętrznej ścianie domu, przy czymś w rodzaju tarasu, który właśnie doprowadzam do ładu.

A jak już zaczęłam wiosennie myśleć o renowacjach i liftingach, to wyciągnęłam z zakamarków klatkę dla ptaków, znalezioną przez moją, hmm, mamę (tak, tak, to rodzinne) na murku od pewnego blokowego śmietnika... Teraz czyszczę ją z rdzy, potem pomaluję na biało. Bardzo podoba mi się jej kształt. I pojemna taka :) Jakieś zielone w niej niechybnie zamieszka, no bo miejsce ptaków, jak dla mnie, jest na wolności.
A jak już przy zielonym jesteśmy - wiosnę zwykle zaczynam od bratków. Kiedyś ich nie lubiłam. Zarastały w latach 70. wszystkie klomby, zawsze w tym samym kolorze - żółte z czarnym środkiem, wyjątkowo nieciekawe zestawienie. Potem, gdy okazało się, że mogą mieć ubarwienie naprawdę cudne i przebogate, i że jeszcze są w wersjach miniaturowych, i zwieszających się, i że niektóre potrafią słodko pachnieć (bo to właściwie rodzaj fiołków jest), i że w końcu kwitną aż do końca lata, to się zakochałam. Najbardziej lubię te malutkie, przypominające motylki, i te w niecodziennych kolorach - jednolicie pomarańczowe, intensywnie niebieskie, śnieżnobiałe. Ostatnim odkryciem są blado cytrynowe - ale widać nie tylko mnie się podobają, bo nie mogę ich upolować :)
Pozdrawiam Was wiosennie (nareszcie!), słonecznie i pachnąco.
poniedziałek, 13 kwiecień 2009
Życzę Wam...
sobota, 14 marzec 2009
Ogłaszam wszem i wobec

że:
nie ma na świecie
nic pyszniejszego
niż
KONFITURA MAGODOWA Z MARCHEWKI!!!
(Stokrotki dla Ciebie, Jagodo :) )
W tekturowym pudełeczku, pod pierzynką z sianka bieszczadzkiego przywędrował do mnie słoiczek tego kulinarnego cuda. 
Zżarłam ją łyżką! Delikatna,słodziutka, z charakterystyczną dla marchewki soczystością i subtelną marcepanową nutą. A ja marcepan uwielbiam!
JAGODO - DZIĘKUJĘ! DZIĘKUJĘ! DZIĘKUJĘ!
Jesteś Czarodziejką jak zwykle!
Zdjęcia, niestety, zdążyłam zrobić tylko przed otwarciem, potem nie było już szans :)
wtorek, 17 luty 2009
Przygotowania do wiosny czyli Garden

Gnana tęsknotą i niecierpliwością wobec wciąż odległej wiosny - złożyłam w końcu zamówienie, do którego długo się przygotowywałam - paczki przyjadą jutro, a ja cieszę się jak dziecko :) Jądrem tego zamówienia jest seria Garden, z której zamówiłam kilka rzeczy, kilku na razie nie, ale jeszcze wszystko przede mną. Garden to głównie pięknie spreparowane i postarzane drewno, z jasnymi przetarciami. Szalenie podoba mi się to ciepłe, ciemnobrązowe wybarwienie drewna i ceramiczne, bądź metalowe dodatki.


Półka - drewno łączone z giętym metalem:


Pojemna i dekoracyjna skrzynka na ładnych nóżkach, z wypukłym ornamentem:


i ogromna trzypiętrowa etażerka, która podoba mi się ogrooomnie. Jest naprawdę duża, ma drewniane nóżki i piękny, metalowy uchwyt:


A na koniec coś, czego nie kupiłam, choć pierwotnie było na liście. Ale ponieważ musiałam ciąć koszty, a ono było dość drogie, to je z zamówienia skreśliłam. Tylko, że teraz żałuję :( :(, bo wczoraj obejrzałam je raz jeszcze i niemal śniło mi się w nocy. Jest naprawdę piękne, jak dla mnie. I ogromne: ma 70 na 60 cm. Lustro w ornamentowej, wypukłej ramie:

sobota, 14 luty 2009
Vintage Hearts czyli sprawy sercowe

Dziś Valentine's Day.
A ja jakoś tak nie mogę przywiązać się do Walentynek. Generalnie zwyczaj uważam za uroczy i nawet Amerykanom go zazdroszczę, ale nadal jest to dla mnie rytuał zaoceaniczny i u nas jakoś jawi mi się jako obcy. Za to żałuję wielce, że porzucamy ze wzgardą nasze święta, miłości poświęcone, jak Noc Świętojańska np. A cóż bardziej może być malowniczego - ciepła noc, śpiewy i tańce, kradzione w krzakach pocałunki, setki pachnących wianków i migoczących światełek leniwie sunących po wodzie? Potrafię wyobrazić sobie nawet komercjalizację pewnych atrybutów Nocy Świętojańskiej - tak jak wszyscy robią pieniądze na sercach wszelkiej maści tak mogliby robić na wiankach - wieszanych na drzwiach, wręczanych sobie nawzajem... Bawarczycy mają swój Octoberfest, gdy wieczorami przesiadują w parkowych ogródkach, dlaczego my nie mamy takiej Nocy Świętojańskiej, w czasie której byśmy się na wspólnym świętowaniu spotykali? Tak snuję swobodne idee, bo przecież pomysłów może być tysiąc, a skoro bez komercji nic już się obejść nie może, także tych komercyjnych. Ale dlaczego nie komercjalizować tego, co własne?
"Kiedy noc się w powietrzu zaczyna,
Wtedy noc jest jak młoda dziewczyna,
Wszystko cieszy ją i wszystko śmieszy,
Wszystko chciałaby w ręce brać.
Diabeł dużo jej daje w podarku,
Gwiazd fałszywych z gwiezdnego jarmarku;
Noc te gwiazdy do uszu przymierza
I z gwiazdami chciałaby spać.
Ja jestem noc czerwcowa,
Królowa jaśminowa.
Zapatrzcie się w moje ręce,
Wsłuchajcie się w śpiewny chód.".
Piękne, prawda? Więc dlaczego do tego nie sięgamy? Dlaczego nie stanowi to dla nas wartości, do której warto się odwoływać, twórczo przetwarzać. Dlaczego nie naśladujemy innych narodów w tym sięganiu do własnych korzeni, zwyczajów, rytuałów, a w zamian pożyczamy od nich to, co jest ich właśnie? Dlaczego z tego, co nasze, nie jesteśmy dumni?
Tak mnie naszło na takie pytania, bo czasami - w różnych kontekstach - te pytania mnie dręczą. Pytania o nasze korzenie, o naszą tożsamość. O to, kim jesteśmy, kim ja jestem. Pytania o polski styl. Myślicie, że on w ogóle istnieje? Ciekawa jestem.


Ten post ilustrują, nieco przewrotne, moje próby sercowe (choć nie walentynkowe) sprzed kilku lat, kiedy jeszcze nie miałam sklepu i to, co robiłam, wstawiałam do galerii. Wszystkie miały wstążki satynowe, żeby można było zawiesić je na ścianie, albo oknie, szafce, łóżku itp. Zarzuciłam ten pomysł, bo serca sprzedawały się średnio. Kupił je dopiero - całą resztę, która została - pewien... Niemiec :) 


Dziś już pewne zrobiłabym je inaczej, ale ogólnie idea mi się podoba. Teksty wierszy na sercach polskie, obrazki "miłosne" - nie. Dlaczego? Bo polskich nie znalazłam... :(
poniedziałek, 9 luty 2009
Scandinavian Style?

Z ostatniego polowania taka trafiła mi się patera. W sumie najpierw myślałam, że będzie na sprzedaż, ale coś czuję, że im dłużej u mnie stoi, tym bardziej się do niej przywiązuję :). Przedmiot, przyznać muszę, dość klimatyczny, w skandynawskim stylu jak mniemam, trudny do sfotografowania w całości, ale bardzo wdzięczny, gdy chodzi o detale. Więc się pobawiłam trochę ;)





Na koniec - bardzo dziękuję Jagodzie z Chaty Magoda za obdarzenie mnie wyróżnieniem - a już szczególnie za tak ważne dla mnie uzasadnienie. :) Dziękuję Jagodo :)
poniedziałek, 2 luty 2009
Wiosny nie będzie :(
- przynajmniej na razie. 
Świstak Phil zobaczył dzisiaj swój cień i wrócił do łóżka.
Moje nadzieje czują się zawiedzione...
fot. Strona Phila
niedziela, 1 luty 2009
Tajemnica

Teoretycznie nie w temacie bloga, ale przy bliższym poznaniu - też o wnętrzu, takim najbardziej wewnętrznym wnętrzu.
Kocham kino - ze wszystkich miłości (a kochliwa jestem) ta jest chyba jedną z największych. Wczoraj - "Tajemnica Brokeback Mountain" Anga Lee, czekałam na ten film z ciekawością, bo nie udało mi się dotrzeć na niego do kina. I od czasu "Między słowami" Sofii Coppoli żaden nie zrobił na mnie takiego wrażenia i tak mnie nie poruszył.
Film oszczędny, subtelny, dotkliwie bolesny. Zaskakująco nieszablonowy, skonstruowany wbrew wszelkim stereotypom. O wielkim pragnieniu i tęsknocie, wielkim niespełnieniu i wielkim cierpieniu.
Obok kanonu lektur szkolnych powinien istnieć kanon filmów. I "Tajemnica Brokeback Mountain" powinna być na tej liście.
Miłość nie ma płci.
Zdjęcia z serwisu Filmweb.pl
czwartek, 29 styczeń 2009
Manekiny retro - co myślicie?

Szalenie ostatnio modne, wnoszą do wnętrza wyjątkowy klimat. Jedne podobają mi się bardziej, inne mniej. Najbardziej przypadł mi do gustu ten:
choć jest najmniejszy, ma mniej niż metr wysokości (pozostałe są wzrostu :) dorosłego człowieka, choć niezbyt wysokiego :) ), oraz ten - bo ma w sobie prostotę i jest bardzo kobiecy:
Intrygujący jest ten czarny:
zwłaszcza prześliczna jest jego podstawa i to zwieńczenie na górze. Choć on kojarzy mi się trochę, hm, z pasem cnoty? Może ja zboczona jakaś jestem?
A Wy, co myślicie? Tzn. nie o moim zboczeniu, tylko o tych manekinach...
Wiosenne i romantyczne

Tęsknię już do wiosny. Chyba nie ja jedna - ostatnio, mimo przymrozków, usłyszałam taki całkiem wiosenny już ptaka śpiew. Nie wiem, co to był za jeden, może wyrwał się trochę przed szereg, ale wprawił mnie w zdecydowanie dobry nastrój. No i w sklepach pojawiły się już stojaki z nasionami... Oj, teraz dni - coraz dłuższe - będą się niemiłosiernie ciągnąć i ciągnąć.
Więc żeby to niecierpliwe oczekiwanie osłodzić - słodkie, romantyczne, pastelowe, różane: pudełeczka dziewczyńskie dla dziewczynek małych i dużych:







